Ogłoszenia sprzedaż samochodu
JazdaMiejska.pl | moto magazyn

Chcesz Orkiestrę, zrób to sam

Data publikacji: 2010-01-11

NASZYM OKIEM - od dziś zaczynamy publikować komentarze i felietony naszych dziennikarzy na najbardziej nurtujące Was tematy. Pierwszy dotyczy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Tomasz Niejadlik Nie lubię zrzędzić. Ale bardzo nie lubię też być nieproszonym gościem. A tak, niestety, poczułem się podczas toruńskiej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Brałem czynny udział w motoryzacyjnej części tych wydarzeń. Cóż, słowo "wydarzeń" jest chyba zbyt mocnym określeniem, bo poczułem się jakby ktoś ze mnie i z części osób, które tego dnia chciały swoją obecnością wspomóc tą szczytną ideę, najzwyczajniej w świecie zakpił.

No, to może zacznijmy od początku. W ubiegłym roku wraz z grupą trzydziestu innych "mercedesarzy" uczestniczyłem w chełmżyńskiej Orkiestrze. Oj, tam się działo! Tym razem wspólnie z kolegami postanowiliśmy wesprzeć toruński sztab WOŚP. Szybko do naszej akcji przyłączyli się pasjonaci rajdów z Automobilklubu Toruńskiego i TKM-u. Swój akces w regionalnym finale za pośrednictwem zaprzyjaźnionych osób zapowiedzieliśmy z miesiąc temu. Około dziesięć dni przed Orkiestrą osobiście rozmawiałem na ten temat z szefem toruńskiego sztabu p. Łukaszem Wróblewskim, który wówczas zadeklarował, że każda pomoc jest mile widziana. Potem rozmów telefonicznych było jeszcze kilka. Polecono mi kontaktować się człowiekiem odpowiedzialnym za sprawy techniczno-organizacyjne. On wstępnie zakładał udział naszej grupy w imprezie na obu Rynkach w centrum miasta. No i fajnie!

Na cztery dni przed imprezą dowiedziałem się, że Rynek Staromiejski odpada, nie wystawimy tam choćby dwóch aut, a bo to telewizja zażyczyła sobie więcej miejsca i inne "takie tam". Przeszkodą miał też być bieg orkiestrowy, przez który drożność komunikacyjna pomiędzy oboma głównymi placami Torunia miała być utrudniona. Usłyszałem: "możecie ustawić się jedynie na Rynku Nowomiejskim". Powiedziano mi, że będą tam pojazdy wojskowe, zaprzyjaźnieni z nami modelarze ze zdalnie sterowanymi autkami i jeszcze cały szereg innych atrakcji. Pomyślałem sobie: "Mogło być lepiej, ale w porządku, chłopaki pewnie wiedzą co robią".

Na dwa dni przed finałem WOŚP pojawił się PIERWSZY poważny ZGRZYT. Pragnęliśmy, aby nasz wkład w tą akcję był jak najbardziej znaczący. W kolejnej rozmowie telefonicznej poinformowaliśmy organizatorów, że po wizycie na Rynku przeniesiemy się na Tor "Poligon", żeby tam porządnie się poślizgać. Zaproponowaliśmy ludziom ze sztabu krótką licytację, której zwycięzcy wzięliby udział w przejazdach u boku dobrych zawodników i nietuzinkowymi samochodami. Usłyszeliśmy, że pomysł jest naprawdę interesujący, ale trudno będzie go zrealizować, bo nie ma na to czasu. Powiedziano nam wtedy, że tych licytacji jest tak dużo, że ciężko będzie do kompletu dodać jeszcze jedną. No, i kolejna śpiewka o radiu, telewizji itd.

Szanowni organizatorzy! Czegoś nie rozumiem. Jest okazja zebrać jeszcze większą sumkę na chore dzieciaki, a Wy nie wiecie, gdzie coś takiego wcisnąć?! Jeśli w żaden sposób nie dało się tego zrobić na głównej scenie (w co osobiście nie wierzę), to dlaczego takich inicjatyw nie podejmowano na Rynku Nowomiejskim? Przecież przy minimalnym wysiłku dałoby się tam załatwić jakiegoś młodego, wygadanego człowieka z mikrofonem. Wystarczyłby jakiś wzmacniacz i głośnik. Była tam cała kupa ludzi, którzy chcieli coś sensownego pokazać, z wojskiem włącznie, startowali stamtąd biegacze, trochę dzieci przyszło na lodowisko. Byliśmy też my, którym telefonicznie "zezwolono" zaparkować gdzieś w kącie za bożonarodzeniową szopką. Ale generalnie cicho i jakoś smutno, bo postronnych widzów jak na lekarstwo. Wypadałoby chyba wspomnieć od czasu do czasu ludziom odwiedzającym okolice sceny głównej, że parę rzeczy można zobaczyć kilkaset metrów dalej. Na Rynku Staromiejskim byłem w tym czasie kilkukrotnie i nic takiego osobiście nie słyszałem. W tamtym miejscu gościli z kolei koledzy z BMW M-Power Club (tak na marginesie: ani pobyt tej grupy, ani naszej, nie został ujęty przez ludzi ze sztabu w oficjalnym programie imprezy na stronie internetowej; tam ze "zmotoryzowanych" wyszczególniono tylko BMW Veteran Club, wojsko i modelarzy).

Fajnie, że chłopaki z "beemek" w tej akcji uczestniczą od wielu lat i chyba dla każdego zrozumiałe jest, że mogą mieć pewne przywileje u organizatorów. To jednak co zafundowano nam na Nowomiejskim określić można krótko: ŻENADA! W miejscu, w którym staliśmy, trudno było znaleźć nawet wolontariuszki z puszkami (!!!), o kimkolwiek z organizatorów już nie wspominając. Bardziej od nich naszym pobytem zainteresowali się (całkowicie życzliwie!) funkcjonariusze straży miejskiej i policji. Czuliśmy się jak dzieci, którym powiedziono: jak chcecie, możecie się tam pobawić, tylko siedźcie w kącie i zbytnio nie przeszkadzajcie.

DRODZY KOLEDZY ORGANIZATORZY TORUŃSKIEJ ORKIESTRY! Ja i wszyscy, którzy w tym kącie ze mną się bawili, już więcej nie zamierzamy Wam zawracać głowy. W kolejnych latach być może będziemy zaglądali do innych miast regionu, gdzie ktoś będzie realnie zainteresowany naszym wkładem w akcję. Tak było chociażby rok temu w Chełmży, w której nie zapomniano, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to nie tylko telewizja, zbieranie pieniędzy i sztampowe występy na scenach, ale też akcja, w której słowa równość i życzliwość znaczą naprawdę wiele.

Jest jeszcze jedna opcja i to całkiem dobra opcja. W trakcie tej imprezy pojawiła się myśl, żeby w Toruniu stworzyć coś na wzór warszawskiej Moto Orkiestry. Chodzi o przedsięwzięcie charytatywne, skierowane do całego lokalnego środowiska motoryzacyjnego, z którego dochód trafiłby bezpośrednio na konto fundacji Owsiaka. Ja jestem jak najbardziej na TAK i widzę, że taka perspektywa zyskała już sporą grupę zwolenników.

No, nazbierało mi się i stąd tyle pisania. Chyba nie tylko mi, bo nawet wojskowi w rozmowach na Rynku nie kryli rozgoryczenia organizacją, z którą się spotkaliśmy. Nikt nie lubi być "olewany". Także raz jeszcze: DZIĘKUJEMY, TU JUŻ NIE SKORZYSTAMY.

PS. Wielkie DZIĘKI dla tych wszystkich, którzy wzięli udział w naszym "graniu".

Autor: Tomasz Niejadlik

Google
Komentarz do artykułu

bizer napisał(a) dnia: 2010-01-14

witajcie.

ja nie byłem ale słyszałem i wiem. 2 lata temu byłem w bydzi z klubem trabanta na tamtejszym wośp i był tak samo. w kąt i cicho są wazniejsze i bardziej medialne sprawy dla organizatora niz jakies tam rajdówki. boli mnie to podejscie jako goscia który też sie sciga. wychodzi na to ze zeby coś wskórac trza być kims znaczy kims medialnym znanym postawionym a szaraki to nie mają po co tam wchodzić.

mysle ze lepiej było wrzucić te kilka pln do którejs puszki a nie stać marznąc i jeszcze sie wkurzac.druga sprawa to taka ze torun to jest moloch i media. mniejsze miejscowosci tego nie mają wiec tak jak Evil czy Tomek mówia o wiele przyjemniejsze jest udanie sie do jakiegoś małego miasteczka i tam wiesz ze jesteś zauwaony ze twoja obecnosc do czegoś sie przyczyni i ze zostaniesz chetnie przyjety. jak to sie mówi małe jest piekne..OLAC TORUŃ I ISC DO GMIN I POWIATÓW tam bedzie lepiej. pozdrawiam

Autor napisał(a) dnia: 2010-01-13

Widzę, że raz jeszcze muszę zabrać głos w tej dyskusji. Kris, porównywanie krajowych zlotów samochodowych do regionalnego finału WOŚP to spore nadużycie. Toruńska Orkiestra to mimo wszystko nieporównywalnie potężniejsze przedsięwzięcie, wymagające zaangażowania dużo większej grupy ludzi i wiążące się z bardzo dużym zaangażowaniem mass-mediów. Sam jestem współorganizatorem jednej imprez samochodowych, o których piszesz. Prawda jest taka, że błędów zgodnie z popularnym powiedzeniem nie popełniają tylko ci, co nic nie robią (a i to można podać w wątpliwość). Także, jak się chce, to do każdego można się przyczepić. Organizatorzy toruńskiej WOŚP z pewnością wykonali kupę DOBREJ roboty. Chwała im za to. Te pochwały z pewnością nie mogą dotyczyć jednak organizacji Orkiestry na Rynku i o to mam głównie żal. Nie mam żalu, że tam staliśmy, choć tak, jak piszecie, trochę miejsca na Staromiejskim (bez zastawiania jakiś dróg ewakuacyjnych itp.), tam by się znalazło. Boli mnie to, że nigdzie nie było wzmianek o naszym pobycie w miejscu, w którym staliśmy. Ani na oficjalnej stronie organizatorów, ani w radiu, ani nie podawali tego prowadzący imprezę na scenie głównej. Ja przynajmniej tego nie słyszałem. Moi znajomi i inni uczestnicy naszego wyjazdu również. Co za filozofia podać prowadzącym krótką wzmiankę na ten temat, aby podsyłali ludzi też do nas? Jako osoba, która ma doświadczenie organizacyjne, jestem święcie przekonany, że z zapewnieniem prowadzącego i wykorzystaniem nagłośnienia na Nowomiejskim , choćby tego z lodowiska, nie byłoby większego problemu. Gdybym wiedział, że to takie "obciążenie" dla organizatorów, sam bym im to załatwił. A tak było naprawdę nudno i smutno... Dziś dowiedziałem się, że podobno jeden z naszych kolegów modelarzy pełnił jakąś funkcję w sztabie. Ciekawe jaką, bo jakoś oficjalnie się nie ujawnił. Czy ktoś w ogóle był odpowiedzialny za koordynowanie tego co działo się na Rynku Nowomiejskim, chodził, zarządzał tym wszystkim? JTeraz już nawet w to nie chcę wnikać. Ja w każdym bądź razie takiego człowieka nie widziałem, a szkoda, bo chętnie bym z nim porozmawiał. Raz jeszcze powtórzę, za niektórymi z Was, jeśli porządna organizacja na Rynku Nowomiejskim przerastała możliwości organizatorów, to trzeba było tam nic nie robić. W ten sposób podzielono czynnych uczestników na tych, co są w centrum wydarzeń i na grupę (łącznie z wojskiem), którzy są na "bezludziu". Co do licytacji z rajdowcami, to prawdą jest, że z tym pomysłem do organizatorów zgłosiliśmy się późno. Czy mieli możliwość przeprowadzenia takiej licytacji? Zajęłoby to zaledwie kilka minut, bo mieliśmy (o czym mówiłem ludziom ze sztabu), chętnych do udziału w takiej "aukcji". Wydaje mi się, że dla chcącego nie ma nic trudnego, ale tutaj nie chciałbym jednoznacznie kogokolwiek oceniać. Faktem jest, że dla organizatorów byliśmy chyba zbędnym balastem i z naszej obecności dla tej całej szczytnej idei niewiele wynikło. Za rok po prostu rozegramy to inaczej.

kris mtc napisał(a) dnia: 2010-01-12

Żenada to bardzo delikatne określenie. To jest AMATORSZCZYZNA. Miejsca na Starym Rynku było dosyć by mogły tam zaparkować nasze auta. Sam bym pojezdził 550cio konnym mesiem. Mam propozycje dla organizatorów uczcie się od innych bo warto. W lato dwa zloty mercedesów i bmw. (warto podpatrzyć bo tam ojj będzie się działo). Zorganizowanie motoorkiestry bardzo dobry pomysł i sam chętnie pomogę w jej zorganizowaniu. Oglądałem potem relacje w telewizji pan z tym młotkiem miał sporo licytacji. Przez godzine pokazywał trzy zlicytowane serca. BRAWO DLA ORGANIZATORóW!!!!!! Szkoda tylko Owsiaka że tacy ludzie psują mu reputacja. Markus ma racje IDEA to jest to o czym powinniśmy pamiętać. " TU CHODZI O CHORE DZIECI". Pozdrawiam wszystkich uczestników z Nowego Rynku w Toruniu.

Eliza napisał(a) dnia: 2010-01-12

I ja muszę zająć stanowisko w tej sprawie...

Przykra, ale prawda - Tomek dobrze to ująłeś! Z doświadczenia wiem, że osób chętnych na przejażdżki rajdowymi samochodami jest sporo. Moje auto jest raczej kiepskim przykładem, ale załoga Michalski/Wesołowski jak najbardziej - prawdziwe auto rajdowe , uczestnicy Rajdu Barbórka..

Sądzę, że było by mnóstwo chętnych do przejażdżki. Moglibyśmy dorzucić swoje rajdowe "3grosze"..

Powiem szczerze inaczej sobie to wyobrażałam :|

Należą się podziękowania dla tych którzy przybyli..

Pozdrawiam !!

Viola napisał(a) dnia: 2010-01-12

Brawo Markus, Tomek, Marcin! Świetnie całą rzecz skomentowaliście. To jak wyglądała organizacja Orkiestry na Rynku Nowomiejskim jest zwyczajnym SKANDALEM!!! Rozumiem, że koordynacja tak dużego przedsięwzięcia, które stało przed organizatorami,była sporym wyzwaniem, ale jeśli, tak jak Markus napisał, przerastało to możliwości organizatorów, było trzeba skupić się wyłącznie na Rynku Staromiejskim i całkowicie zrezygnować z Nowomiejskiego. Lepiej byłoby, gdyby ktoś Wam zawczasu podziękował, tłumacząc, że nie ma takiej możliwości, niż żeby wystawiać Was na takie pośmiewisko. Markus napisałeś o równości. Dokładnie o to chodzi. W ten sposób czynnych uczestników WOŚP podzielono na LEPSZYCH i GORSZYCH. Podobnie można by podzielić ofiarodawców. Ten który daje 5000 złotych jest OK, a ten który do puszki wolontariuszce wrzuca 2 złote już jest mniej ważny? A przecież komuś zamożnemu łatwiej może być wydać na taki cel tysiąc zł niż ubogiemu te symboliczne 2 złote. Niektórzy z organizatorów teraz pewnie szczycą się wspaniałą imprezą, którą zorganizowali, a później będą ten fakt wpisywali sobie do CV-ek, ale chyba za grosz nie rozumieją idei, które przyświecają Jurkowi Owsiakowi!!! Słowo ŻENADA jest jak najbardziej na miejscu! WSTYD toruński sztabie!

marcin napisał(a) dnia: 2010-01-12

Z przykrością należy stwierdzić Tomaszu, że świętą prawdę napisałeś, zostaliśmy wykopani w takie odludzie schowani głęboko w ... poważaniu, że następnego dnia każdy znajomy, który pocztą pantoflową (bo oczywiście w programie nie miał co szukać) dowiedział się, że będziemy "pomagać" w WOŚP zadawał smutne pytanie "to gdzie te rajdówki stały? koło mercedesów? jakich mercedesów? ale gdzie?" Powiem szczerze, że inaczej sobie wyobrażałem ten dzień. Przecież praktycznie każdy z naszej małej grupki gdzieś startował, dysponujemy nietuzinkowymi sprzętami i posiadamy umiejętności, które dla typowego niedzielnego kierowcy są czymś naprawdę niespotykanym. Taka wylicytowana przejażdżka na pewno zostałaby w pamięci wielu pasażerów. A oczywiście można było też troszkę poopowiadać o bezpieczeństwie na drodze, o kontrolowanych poślizgach o prowadzeniu auta w trudnych warunkach, właśnie takich jakie teraz są. Możliwości jest nie mało. Daleko nie ma co szukać, wystarczy spojrzeć jak wyglądał WOŚP w wykonaniu Włocławka. I tam tez wybierałem się ze swoim autem zanim otrzymałem zaproszenie do Torunia. Osobiście nie uważam, żeby z perspektywy organizatora było to aż tak trudne i wręcz niewykonalne, by znaleźć czas na dodatkowe licytacje bez wycierania sobie tyłka radiem telewizja, czasem antenowych i poziomem medialności imprezy. Czy wychodzi na to, że my jesteśmy mało ciekawi i mało medialni? Bzdura. Miałem przyjemność być współorganizatorem rajdu samochodowego rangi mini-max w Płocku pod nazwą Płocki Mistrz Kierownicy i jakimś cudem można było zebrać 40 załóg startujących, gdzie załogi przyjechały z Włocławka, Torunia, Bydgoszczy a nawet z Gdyni i przyciągnąć zainteresowanie ponad tysiąca kibiców. Wszystko rozchodzi się o chęci i podejście. W przypadku tamtej imprezy tez wiele osób podeszło sceptycznie do tematu, lokalna telewizja i gazeta gdy dostała informację o takim wydarzeniu komentowały na zasadzie "a będzie Hołowczyc?" albo "przecież to nie WRC wiec raczej się nie pojawimy". Odnoszę wrażenie, że byliśmy po prostu mało ciekawi ale nie dla ludzi dla których WOŚP jest ale dla organizatorów, którzy robią sobie selekcję. Z zażenowaniem . Marcin (126p 1.2) ETG Motorsport

Autor napisał(a) dnia: 2010-01-12

Marku, kapitalnie to wszystko ująłeś , ale jedno malutkie sprostowanie. Pomysł z Moto Orkiestrą w Toruniu za rok nie jest wyłącznie mój. O takiej idei mówi dziś sporo osób związanych w mieście z motoryzacją. Widać, że wielu ludzi pomyślało jednocześnie o tym samym i wszyscy naprawdę tego chcą. Po niedzielnych "wydarzeniach" dwa lokalne stowarzyszenia już wyraziły chęć organizacji takiego przedsięwzięcia.

markus napisał(a) dnia: 2010-01-12

Brawo Tomek. Ująłeś całą sprawę bardzo dokladnie i bardzo łagodnie. Być "olanym " to jedno z bardziej łagodnych określeń. Ja bym powiedział, że ktoś miał nas głęboko w d...e. Co prawda wychodzi na to samo, jednak oznacza, że organizatorzy albo popadli w zabijającą ideę rutynę albo nie radzą sobie z organizacją. Co roku od 18 lat jestem z Orkiestrą, bądź to jako zwykły dawca datków, bądź ostatnio jako jeden z ludzi, którzy próbują z przyjaciółmi i ich autami przyciągnąć innych na WOŚP. Jednak po ostatnim finale WOŚP jestem głęboko zdegustowany i oburzony. Widzę, że sprawdza się przysłowie "jak umiesz liczyć to licz na siebie". W każdym razie podpisuję się dwiema rękami pod pomysłem Tomka na temat Moto Orkiestry. Może uda się nam (entuzjastom motoryzacji) stworzyć jeżeli nie odrobinę konkurencyjną imprezę dla miejscowej WOŚP to coś nowego - nową orkiestrową tradycję. Chyba, że organizatorzy WOŚP wezmą się w garść i zaczną grać ze wszystkimi jednakowo.

Bo przecież idea dla, której to robimy jest najważniejsza.

Pozdrawiam

Copyright © Fabryka Dobrych Pomysłów, 2009 - 2012r. O nas | Polityka prywatności | Reklama | Katalog firm | Partnerzy Nasze strony: Modelmania.pl | JazdaMiejska