Ogłoszenia sprzedaż samochodu
JazdaMiejska.pl | moto magazyn

Slajdem po szutrze i wodzie

Data publikacji: 2010-09-14

Na nasze podwórko rzadko zaglądają kierowcy z pierwszych miejsc Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. W miniony weekend mogliśmy oglądać ich jednak na odcinkach specjalnych wokół Skępego i Sierpca.

Niespełna czterotysięczne miasteczko położone malowniczo pośród jezior Ziemi Dobrzyńskiej było gospodarzem 36. Rajdu Warszawskiego. Mieszkańcy Skępego żyli tym wydarzeniem już na kilka dni przed pojawieniem się pierwszych zespołów rajdowych. W zakładach pracy i na rynku krążyły bezpłatne numery magazynu "Super OS", w całości poświęcone historii i tegorocznej edycji rajdu. Na dojazdówkach łatwo można było zauważyć strzałki kierujące kibiców na punkty widokowe wybranego odcinka specjalnego. Oprawa rajdu rodem z Mistrzostw Świata, a to przecież tylko rodzime podwórko.

Na trasę Rajdu Warszawskiego kierowcy wyjechali w sobotę. W pierwszy dzień zawodów mieli do pokonania dwa odcinki położone wokół miejscowości Koziołek i Choczeń, i przejeżdżane podwójnie. Szczególnie widowiskowy był ten drugi. Po partii szutrowych zakrętów rajdówki musiały pokonać niebezpieczny fragment w dół, z przyhamowaniem do lewego łuku przy starym młynie. Tuż za nim czekał betonowy przejazd przez rzekę, z lewej strony odgrodzony barierką, z drugiej kilkumetrowym wodospadem. Potężne fale wody, jakie tworzyły przejezdżające rajdówki, rozpryskiwały się na boki fundując kibicom niezły prysznic. Tuż po "watersplashu" auta wpadały na szutrowy fragment dwóch prostych zakrętów. Mokre koła co chwila traciły przyczepność rozrzucając za siebie kilogramy luźnego błota. Często dymiące parą rajdówki efektownym "bokiem" wchodziły w zakręt i z maksymalną siłą wbijały się na kolejną próbę. A to wszystko odbywało się przy gorącym dopingu setki kibiców, ciasno ustawionych wokół "rzecznego" odcinka.

Auto Frelik Toruń

Przyznam szczerze, że dawno nie oglądałem tak widowiskowego i emocjonującego rajdu. I pewnie długo bym jeszcze nie oglądał, gdyby nie pan Adam, który namówił mnie do przyjazdu. Szukałem więc jakiś akcentów "regionalnych", bo przecież taka jest misja naszego portalu. Na liście startowej 36. Rajdu Warszawskiego szybko zauważyłem dwa znajome nazwiska: Marcin Gagacki (Bydgoszcz) i Ariel Piotrowski (Włocławek). Kolejny "regionalny" akcent to trasa rajdu, która choć z nazwy "warszawska", to jednak położona blisko Torunia. Do pierwszego odcinka specjalnego miałem z redakcji zaledwie... 60 kilometrów! Dlaczego więc rajd nazywa się "Warszawski"?
- Bo organizują go ludzie ze stolicy, dlatego - odpowiada pewien fotoreporter, który też dziwi się, że wszystko co zahacza o województwo mazowieckie, niemal z urzędu nazywa się "warszawskim".

Kolejna miła niespodzianka, to zabezpieczenie rajdu, a dokładniej - znajome twarze "safeciarzy" spotkane na odcinku przy wodospadzie. Przed młynem zaparkowany biały transporter, nazywany przez niektórych "maszyną do zabijania insektów". Ci, którzy znają klimaty "Poligonu" wiedzą z pewnością kto jest jego właścicielem. Przy aucie, w pomarańczowej kamizelce nerwowo rozglądający się "ochroniarz" dbający o bezpieczeństwo i porządek na odcinku. Widać, że ma ciężkie zadanie. Przechodzę przez rzeczkę - kolejne znajomo wyglądające postacie. Rzut okiem na tablice rejestracyjne zaparkowanych przy nich aut - "CTR", czyli jesteśmy w domu. Aż miło się zrobiło, że nie byłem sam. Bo to przecież rajd warszawski, a tylu znajomych z piernikowego grodu.

Te trzy regionalne akcenty ze spokojem pozwoliły mi delektować się pędzącymi i ryczącymi rajdówkami oraz podziwiać kunszt jazdy "bokami" w wykonaniu polskich kierowców. Dawno już tego nie czułem, i aż dreszcze przechodziły widząc napadającą na zakręt z prędkością 200 km/h rajdówkę. Czy ona wyhamuje, czy poleci w drzewa? 

Był m.in.: Michał Sołowow, który pierwsze miejsce w rajdzie przegrał na przedostatnim zakręcie, uderzając tylnym bokiem fiesty w drzewo. Widziałem w akcji Tomka Kuchara i Kajetana Kejatanowicza, zwycięzcę 36. Rajdu Warszawskiego. Na trasie podziwiać mogłem Krzysztofa Oleksowicza w Subaru Impreza, czy kolejnego pięknego "subika" Marcina Bełtowskiego. Marcin Gagacki, reprezentujący klub LKT Wyczół Gościeradz, pędził po "warszawskich" szutrach niebieską hondą civic w barwach m.in.: Karo BHZ. Niestety na drugim oesie wypadł z trasy kończąc swój udział w rajdzie na dachu auta. Ariel Piotrowski, drugi kierowca z regionu, ostatecznie nie wystartował w zawodach, bowiem na czas nie dotarły części do jego silnika. Wystąpił za to w roli kibica.

Więcej informacji o tym co działo się przed, w trakcie i na mecie 36. Rajdu Warszawskiego znajdziecie na oficjalnej stronie rajdu: www.rajdwarszawski.pl. My byliśmy tam niestety tylko przez jeden dzień.  

Cienie i blaski, czyli mój komentarz

Rajd to nie tylko wspaniali kierowcy, kolorowe rajdówki i puchary na mecie. To również sztab ludzi odpowiedzialnych za bezpieczeństwo na trasie. 

Tuż przy taśmie odgradzającej odcinek specjalny stoi biały turystyczny stoliczek. Na nim plastikowe kubeczki, kilka "browarów" i biała, przezroczysta butelka z czymś mocniejszym. Kilku panów, którzy dość często korzystali z "zastawy" miało więc po pewnym czasie własne zdanie nt. bezpieczeństwa i miejsca, z którego oglądać będą rajd. Przechodzenie przez taśmę, stawanie na wypadowej drogi, czy chodzenie po dachu starego młyna, to dla nich dowód odwagi i chęć pokazania, że są ważniejsi i lepsi. Szkoda tylko, że potem stawiamy w tych miejscach krzyże, bo jakiś "kibic" chciał pokazać jakim to jest "kozakiem". Drodzy kibice - pamiętajmy, że to widowisko jest dla nas. Nie psujmy tego i nie róbmy z rajdów stadionów piłkarskich.

A blaski?
Na pierwszym oesie spotkalem człowieka, z rajdową gazetką w rękach. Jego szef był jednym ze sponsorów rajdu. Dużo o nim opowiadał, o jego motoryzacyjnej pasji i sportowych sukcesach. Znał się na piłce, żużlu i oczywiście kochał rajdy. Mieszkał kilka metrów od odcinka przy którym staliśmy, i jak inni z tamtych okolic z niecierpliwością czekał na pierwsze załogi. Potem wyjaśnił gdzie warto jechać, którą drogą i gdzie najlepiej ustawić się z aparatem. Zaplanowaliśmy więc trasę i wspólnie ruszyliśmy na kolejny oes. Był szybszy i skuteczniejszy w nawigowaniu niż niejedna samochodowa mapa. Nie błądziłem, nie szukałem i nie pytałem nikogo o drogę. Wszędzie zdążyliśmy na czas. Po rajdzie zaproponował "coś na ząb", żebym miał siły wrócić do domu. Klimat polskich rajdów jest wyjątkowy, bo wyjątkowi są ludzie, którzy go tworzą. Pozdrawiam Kondrada.   

Autor: Michał Jasiński

Galeria fot. Michał Jasiński  - 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 - 10 - 11 - 12 - 13 - 14 - 15 - 16 - 17 - 18 - 19 - 20 - 21 - 22 - 23 - 24 - 25 - 26 - 27 - 28 - 29 - 30 - 31 - 32 - 33 - 34 - 35 - 36 - 37 - 38 - 39 - 40 - 41 - 42 - 43 - 44 - 45 - 46 - 47 - 48 - 49 - 50 - 51 - 52 - 53 - 54 - 55 - 56 - 57 - 58 - 59 - 60 - 61 - 62 - 63 - 64 - 65 - 66 - 67 - 68 - 69 - 70 - 71 - 72 - 73 - 74 - 75 - 76

Google
Komentarz do artykułu

Master napisał(a) dnia: 2010-09-09

Świetne zdjęcia!
Pozdrowienia dla redakcji

Copyright © Fabryka Dobrych Pomysłów, 2009 - 2012r. O nas | Polityka prywatności | Reklama | Katalog firm | Partnerzy Nasze strony: Modelmania.pl | JazdaMiejska