Ogłoszenia sprzedaż samochodu
JazdaMiejska.pl | moto magazyn
Jacek Ptaszek (Skoda Fabia WRC) przed startem obiecywał widowiskową jazdę i słowa  dotrzymał.

Szkoła na rajdzie, matura po rajdzie

Data publikacji: 2012-05-02

Na jubileuszowym, 40. Rajdzie Świdnickim (dawny Elmot) Hubert Ptaszek odbył kolejną cenną lekcję. Teraz naukę musi czerpać głównie z... zeszytów i książek. W Świdnicy startował również jego tata - Jacek!

Lokalizacja zawodów: Świdnica, dolnośląskie

Ikona polskiego rallycrossu znów wszystkich zaskoczyła! Jacek Ptaszek co prawda jeszcze okazjonalnie, głównie dla kibiców, uczestniczy w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Torunia "Mini-Max" i co roku startuje w warszawskim Rajdzie Barbórka, jednak do niedawna nic nie wskazywało na to, ażeby po wielu latach przerwy, miał wrócić do systematycznego ścigania. Utytułowany torunianin od dłuższego czasu podkreśla, że koncentruje się teraz głównie na rozwoju swoich dzieci. Były mistrz Europy Centralnej w rallycrossie sam nie przypuszczał, że jego niespełnione dotychczas marzenie o regularnych startach w rajdach samochodowych może jeszcze kiedyś się ziścić. Dawniej ograniczały go w dużym stopniu braki czasowe. Teraz także wydawało się, że pewne rzeczy trudno będzie ze sobą pogodzić. Pasja tym razem okazała się jednak silniejsza, zwyciężyła!

- Na start namówił mnie mój syn, Hubert - mówi Jacek Ptaszek. - Stwierdził, że jak mam siedzieć w lesie i denerwować się, patrząc jak on jedzie, to lepiej, abym sam wystartował. Pomyślałem czemu nie? Bez sensu, żeby rajdowe auto tak długo stało w garażu, to chyba nie o to chodzi. Do Świdnicy pojechałem jednak nie po to, by walczyć o czas, puchary, jakieś konkretne miejsca... Wystartowałem tam, po pierwsze, dla siebie samego, aby się dobrze bawić i mieć fun z jazdy, a po drugie, a wręcz przede wszystkim, dla tych ludzi, którzy stoją przy odcinkach i są spragnieni widowiska.

Torunianin dał popis, kibicom się podobało

Jacek Ptaszek (Skoda Fabia WRC) przed startem obiecywał widowiskową jazdę i słowa z całą pewnością dotrzymał. Był jednym z najefektowniej jeżdżących uczestników 40. Rajdu Świdnickiego. Kibice, którzy w tym roku dotarli na były Elmot, bardzo entuzjastycznie reagowali, oglądając na żywo przejazdy 45-letniego torunianina.

- Nowsze rajdówki pod tym kątem to już nie to samo - podkreśla szef Karo BHZ Racing Teamu. - One są stworzone do jazdy na okrągło, na czas. Te starsze wymagały po prostu innego stylu jazdy, który podobał się kibicom. Utworzenie klasy Open z prawdziwego zdarzenia w ramach rajdowych samochodowych mistrzostw Polski jest jednak faktycznie możliwe. Nie muszą to być wcale samochody klasy WRC. Jest dużo innych aut, które mogłyby jechać. Wiem, że kilku zawodników planuje pojawić się na trasach w ciekawych samochodach, również w klasie historycznej. Sam ich do tego namawiam, bo o to właśnie chodzi, żeby takich aut jeździło jak najwięcej.

Jazda Jacka Ptaszka, choć założenia miała być przede wszystkim efektowna, przy okazji okazała się jednak dosyć efektywna. Torunianin, w gronie trzech startujących w klasie Open kierowców, uplasował się pośrodku, zajmując drugie miejsce. Po pierwszych odcinkach lider Karo BHZ nawet prowadził w tej klasyfikacji, jednak wyprzedził go jadący bardzo mocną Subaru Imprezą Andrzej Koper, legenda polskiego motosportu, wielokrotny mistrz Polski w rajdach samochodowych, który w samym Rajdzie Świdnickim na podium stawał kilkukrotnie (pierwszy raz wygrał tam w 1985 roku). Trzeci był solidny Adam Tomaszek w bynajmniej nie N-grupowym Mitsubishi Lancerze Evo IX.

Załogi ścigające się w klasie Open tradycyjnie nie były klasyfikowane w ramach generalki rajdu. Wynik czasowy uzyskany przez Jacka Ptaszka oscylował około 20. miejsca. Były rallycrossowiec już myśli o kolejnych startach.

- Chciałbym pojechać wszystkie rundy RSMP - stwierdza torunianin. - Mam nadzieję, że uda mi się ten cel zrealizować. Na pewno wystartuję w Rajdzie Polski. Jest to jedyna szutrowa impreza w kalendarzu, a ja bardzo lubię jeździć na szutrach. Po trasach takich jak te w okolicach Świdnicy dotychczas nigdy wcześniej się nie ścigałem. Dwa dni testów przed samym rajdem z całą pewnością trochę się przydały. Jedną z rund mistrzostw Polski planuję pojechać Fiestą R2, taką samą jak ci młodzi ludzie ścigający się w Castrol EDGE Fiesta Trophy, aby sprawdzić jak dużo do nich w tej chwili tracę.

Matura to jednak priorytet

W markowym Pucharze Forda Fiesty faktycznie są bardzo szybcy zawodnicy. Przekonał się on tym m.in. syn Jacka Ptaszka, Hubert, który rywalizuje o to prestiżowe trofeum.

- Radek Typa potwierdził swoją klasę - mówi zawodnik Automobilklubu Toruńskiego. - Nie przypadkowo uchodzi za jednego z czołowych polskich rajdowców. On jest naprawdę piekielnie szybki. Po tym starcie widzę, jak dużo jeszcze brakuje mi do najlepszych. Widać, że naprawdę sporo brakuje. Moje czasy były dalekie od wyników Radka. W Świdnicy nie miałem żadnej presji wyniku. Jestem dopiero początkującym zawodnikiem i mam świadomość, że jeszcze wiele nauki przede mną. Gdybym w Pucharze Fiesty byłbym siódmy, też nic by się stało, jednak taki kubeł zimnej wody na głowę był mi naprawdę potrzebny. Dzięki temu po prostu wiem, gdzie obecnie jestem.

W pierwszej rundzie Castrol EDGE Fiesta Trophy triumfował Radosław Typa. Kierowca z Ornety wyprzedził Aleksandra Jaroszewicza i Łukasza Byśkiniewicza. Hubert Ptaszek był piąty. Ponadto torunianin w swojej klasie zajął przyzwoite siódme miejsce (na jedenastu startujących), a w klasyfikacji generalnej wywalczył 26. lokatę (w 2. rundzie RSMP wystartowało 55 załóg). Wynik załogi Ptaszek-Boba pewnie byłby zdecydowanie lepszy, gdyby nie to, że Fiesta torunianina swoją jazdę pierwszego dnia zakończyła poza trasą. To było prawie, jak deja vu, gdyż rozwój wydarzeń prawie do złudzenia przypominał to, co Hubertowi i Bartkowi Bobie przydarzyło się na lutowym Rajdzie Lotos. Na całe szczęście serwis po raz kolejny stanął na wysokości zadania i załoga z numerem 30 ostatniego dnia zawodów mogła kontynuować walkę dzięki systemowi SupeRally.

- To było koszmarne miejsce - mówi Hubert Ptaszek. - Na tym zakręcie, prawie jedno po drugim, wyleciały cztery auta. Nam niewiele zabrakło, żeby się wyratować. Gdyby nie ten szeroki rów, to pojechalibyśmy dalej. Potem staliśmy i hamowaliśmy nieco inne samochody, bo w tym miejscu z całą pewnością mogłoby wylecieć ich jeszcze więcej. W połowie marca z myślą o rajdach asfaltowych trenowałem w szkole Vittorio Canevy we Włoszech. Lekcje swego czasu pobierali tam też m.in. Mads Ostberg i Gigi Galli. Tam były mocno kręte, techniczne trasy, ale bardzo czyste. Te treningi z pewnością dużo mi dały, ale nie miały bezpośredniego przełożenia na Świdnicki, gdyż na starym Elmocie jezdnie są bardzo brudne. Właśnie to w dużej mierze spowodowało, że aż tyle załóg znalazło się poza trasą.

Młody zawodnik Automobilklubu z Torunia miał wystartować w czeskim Rally Luzickie Hory, w którym przed rokiem zadebiutował jako zerówka (bez pomiaru czasu), jednak zrezygnował z tego startu na rzecz matury, która czeka go już w maju.

- Wiadomo, nauka szkolna to jednak priorytet - dodaje Hubert Ptaszek. - Tuż po maturze czekają mnie kolejne testy, a w pierwszy weekend czerwca następna runda RSMP, czyli Rajd Karkonoski.

Autor: Tomasz Niejadlik

Galeria fot. Maciej Niechwiadowicz Jacek Ptaszek (Skoda Fabia WRC) przed startem obiecywał widowiskową jazdę i słowa  dotrzymał. - 1Jacek Ptaszek (Skoda Fabia WRC) przed startem obiecywał widowiskową jazdę i słowa  dotrzymał. - 2Jacek Ptaszek (Skoda Fabia WRC) przed startem obiecywał widowiskową jazdę i słowa  dotrzymał. - 3Jacek Ptaszek (Skoda Fabia WRC) przed startem obiecywał widowiskową jazdę i słowa  dotrzymał. - 4Jacek Ptaszek (Skoda Fabia WRC) przed startem obiecywał widowiskową jazdę i słowa  dotrzymał. - 5Jacek Ptaszek (Skoda Fabia WRC) przed startem obiecywał widowiskową jazdę i słowa  dotrzymał. - 6

Google
Komentarz do artykułu

Fifi napisał(a) dnia: 2012-05-12

http://www.rajdy.v10.pl/List,otwarty,do,PZM,79534.html

Copyright © Fabryka Dobrych Pomysłów, 2009 - 2012r. O nas | Polityka prywatności | Reklama | Katalog firm | Partnerzy Nasze strony: Modelmania.pl | JazdaMiejska